Miłość
Potknęłam się o kamień
I upadłam na przedramiona
Kolana nieugięte
Zgiąć się nagle musiały
Bym dostrzec cię mogła
Schowaną pod dywan
I poczuć zimny dotyk
Twojej cieplej dłoni
Gdy podniosłam się z kolan
Wsparta na obcym ramieniu
Wnosząc załzawione oczy bez nadziei
Dostrzegłam cień szansy
Wyprzedzającej karawan
Że ona istnieje
Lecz często z frontu nie nadchodzi.
***
Poranek.
Zza pleców nocy wychodzi dzień
Jeszcze widać szarość
Lecz obok łóżka
Czeka już na Ciebie
Paleta barw
Jaki kolor dziś wybierzesz
By ubarwić swój dzień?
***
Bo jeśli w snach przychodzisz
Kolejny raz
Ty wymodlony zeusie
Sensie piękna definicji
Boski krezusie
To znaczy, że jesteś już blisko
Właściwie najbliżej
Bo w sercu mym
Tak niżej
W źródle
Tam pod przykrywa
pokoleniowej skamieliny
Wyrzeczeń, cierpienia, rutyny
Umawiasz się
Choć na razie w snach
To wiem już że jesteś
Kopałam tak wytrwale
Tak głęboko że w końcu Cię dotknęłam
Na rodu skale
Więc po przebudzeniu
Skoro wiem już jak wyglądasz i co to za uczucie
Pozostaje na jawie jedno
Pozwolić sobie na to uczucie
A więc pozwalam sobie
Wreszcie
Na miłość
I nawet jeśli ta nierozerwalna wiesz łączy nas w snach
Na jawie tez połącz nas
***
Magia wydarzeń
A sprawcą ty
***
Przyszedł dziś do mnie Mikołaj
Tak piękny i dumny
Uprzejmy i pełny
Słodkości
Nadzienia pyszności
Gdy jednak po pierwszej warstwie
Wpiłam w niego swe usta
Nastała jego wewnętrzna pustka.
Poczułam zawód
Rozczarowanie
W odpowiedzi na serca mego wołanie
***
Widzę Cię w snach
W otoczeniu braw
Dostojny
I piękny
Bogaty i mądry
Lecz bardzo skryty
Skrzywdzony
Przez inne kobiety
Patrzysz nieśmiało
w me oczy przypadkiem
A ja w twoje
Spotkają się ukradkiem
I wtem to dopiero pojmuję
Czym jest to coś
Na co nazwy nie wymyślił ktoś
Bo miłość to za mało
Lecz nazywać tego nie muszę
Wystarczy powrócić do tego snu
By sobie przypomnieć
I wreszcie zrozumieć
Że wszystko dotychczas
To był kompromisu czas
***
